„OFIARA KORONOWIRUSA Z WYNIKIEM NEGATYWNYM” – (NIE)CIEKAWA HISTORIA VICENTE

0
172

 

Historia opowiada o peruwiańczyku , który umarł bo niestety nie miał koronowirusa.

Vicente skrył się przed pandemią w świetnym miejscu. W fawelach na jednym ze wzgórz w dzielnicy Villa Maria del Triunfo w Limie. Rok temu postawiliśmy tam dom dla jego rodziny – córki z zięciem i czwórki wnucząt. Nikt obcy nie kręci się przy nim. To ostatnia, najwyżej położona chata w okolicy. Od początku wprowadzonej w połowie marca narodowej kwarantanny Vicente nie opuścił domu. Dowiedział się, że ze swoimi 72 latami należy do grupy ryzyka, na wszelki wypadek wolał więc nie ryzykować. Do dnia, w którym bardzo rozbolał go brzuch i zaczął wymiotować krwią zmieszaną z czarną wydzieliną. – Tato, dostałeś chyba skrętu kiszek – stwierdziła córka i zeszła z ojcem na dół. Do najbliższego punktu zdrowia, nie szpitala, bo tak stanowią przepisy zarządzone na czas pandemii. W punkcie zdrowia Vicente przebadano pod kątem… koronawirusa. Wynik negatywny. Wtedy pojawiła się złość lekarki. W trakcie wojny z Covid-19 jakiś pacjent, który go nie ma, zabiera tylko czas. – Proszę się nie gniewać – powiedziała córka. – Ojca bardzo boli brzuch. Niech mu pani pomoże. Dostał zastrzyk. Na recepcie czytamy, że była to skopolamina, która działa przeciwymiotnie, pobudzający perystaltykę jelit metoklopramid oraz ranitydyna, którą stosuje się u pacjentów z wrzodem dwunastnicy. Do tego paracetamol i kilka innych tabletek. Na tym pomoc medyczna zakończyła się. Vicente ledwo wrócił do domu i przetrwał w cierpieniach noc. Nad ranem obudził córkę i poprosił o ponowne zejście z nim do lekarza. Zemdlał w połowie długich schodów. Udało się go jeszcze znieść do motorowej rikszy. Zanim dojechała do punktu zdrowia był już martwy. Tam pojawił się problem. Vicente wyzionął ducha na ulicy, więc nie można było wystawić aktu zgonu. Nie wiadomo przecież na co umarł. Policja nie wezwała prokuratora. Zjawili się za to przedstawiciele zakładów pogrzebowych. Jeden z nich zaproponował pochówek na koszt państwa. Pod warunkiem, że jako przyczynę śmierci do dokumentów wpisze się Covid-19.

– Ale to przecież nieprawda – zaoponowała córka. – Tato nie umarł na koronawirusa.

Gdyby na niego chorował, byłby przyjęty w szpitalu. Gdyby na niego umarł, wszystko byłoby gratis. A tak trzeba go było pochować odpłatnie. W kilka godzin zebraliśmy potrzebną kwotę. W tym czasie właściciel zakładu pogrzebowego znalazł lekarza, który bez sekcji zwłok i nawet nie widząc nieboszczyka na oczy stwierdził przyczynę zgonu. Znalazł dwie: atak serca i nadciśnienie. Czysta fikcja, ale kto miałby dociekać prawdy. I właściwie po co ? Rodzina nie doczekała się nawet wystawienia ciała. Sąsiedzi miejsca, w którym odbywają się takie uroczystości, nie zgodzili się na to. Ze strachu przed Covid-19, którego Vicente nie miał. Trzydzieści godzin od chwili śmierci spoczął w oklejonej folią trumnie na wielkim cmentarzu dla ubogich. Nazywa się Nueva Esperanza. Nowa Nadzieja. Odpowiednia nazwa, gdy stara nadzieja odchodzi w zapomnienie……